wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 2

Kwestią czasu było pojawienie się kolejnego członka stada, który przybyłby sprawdzić co dzieje się z jego druhem. Chłopak grał na czas, a ja nie mogłam dłużej do tego dopuszczać. W końcu postanowiłam zaatakować. Poczekałam na odpowiedni moment i skoczyłam. Miałam nadzieję, że odbiłam się wystarczająco mocno od ziemi, jednak mój atak okazał się zbyt powolny. Z łatwością stałam się zdobyczą zamiast myśliwym. Szary wilk był najszybszym jakiegokolwiek spotkałam. Zgrabnie znalazł się tuż za mną i wgryzł się w mój kark. Z mojego gardła wydarł się skowyt pomieszany ze wściekłym warknięciem. Silne szczęki nie chciały mnie puścić i zagłębiały się coraz głębiej w moje ciało. Nie wiedziałam jak mam się uwolnić. Wilk znajdował się poza zasięgiem moich łap i pyska. Zostało mi tylko jedno.
Przewróciłam się na plecy i jak szczeniak zaczęłam tarzać się w igliwiu. Tak jak myślałam uścisk wilka zelżał, a więc byłam na powrót wolna. Zrywając się na równe nogi, wiedziałam, że jestem pokonana. Na pole walki wkroczyły dwa wilki.
Trzy do jednego.
Prychnęłam zdenerwowana. Miałam dwa wyjścia. Walczyć do końca i zostać rozszarpana. Drugie to zamiana w człowieka i poddanie się. Jedno i drugie nie było najciekawszym rozwiązaniem. Jednak wybierając drugie wyjście było jakieś dziesięć procent szans, że przeżyję.
Pozbycie się wilczego ciała sprawiła mi nieco bólu, bo miałam spięte mięśnie i nie potrafiłam się rozluźnić, gdy trzy wilki przyglądały mi się bacznie.
-Pertraktujemy?-zapytałam z głupim uśmiechem, gdy stanęłam na dwóch nogach.
Starałam się nie zwracać uwagi na lejącą się z rany krew i niemałe ubytki w zasobach skóry. Grunt to pokazać się z jak najlepszej strony. Uśmiechnęłam się promiennie i zaczesałam włosy do tyłu. Spływająca po plecach, ręce i piersi krew zaczęła zasychać wywołując u mnie śmieszne uczucie swędzenia. Rozluźniłam się, aby naderwane mięśnie nie bolały tak mocno. Z resztą jeszcze chwila, a i tak przestane czuć ten ból, gdy stracę przytomność przez utratę krwi. Mimo, że byłam silna zachwiałam się na nogach, gdy przed oczami zaczęły latać mi ciemne plamki. Czekałam na reakcję. Na razie szło dobrze. Nikt nie spróbował mnie zabić, ale z szerokimi ramionami też mnie nie przyjęli.
-Słuchajcie, była pełnia, trochę mnie poniosło, jak każdego początkującego przecież. Nie mówcie, że nigdy nie straciliście kontroli-westchnęłam.  Nic z tego nie będzie. Musiałam zmienić taktykę.
-A wiecie co? Walcie się wszyscy-warknęłam i odwróciłam się na pięcie z zamiarem oddalenia się od nich jak najszybciej. Miałam nadzieję, że zapomną o tym, że mieli mnie zabić i puszczą mnie bez problemu. Jednak, gdy tylko się odwróciłam, stanęłam oko w oko z kolejnym z nich.
Zachował ludzką postać, a więc z pewnością chciał ze mną porozmawiać.
Była to ostatnia myśl jaka pojawiła się w mojej głowie, zanim chłopak złapał moją głowę i wykręcił ją do tyłu.
Śmierć bywa szorstka.
***
Wybaczcie, jednak współpraca jest ciężkim orzechem do zgryzienia. Inne pomysły, inny styl...teraz jednak powinno wszystko być dobrze. Rozdziały będą pojawiały się częściej. 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 1

Księżyc wznosił się dumnie na granatowym niebie. Spojrzałam na niego i westchnęłam ciężko. Wiedziałam jak to się skończy, jednak nie uciekałam. Od tego nie można uciec. Weszłam do lasu, aby nikt wścibski mnie nie widział. Księżyc zniknął mi z oczu, a jego miejsce zajęły korony drzew. Nie widziałam już srebrnej tarczy, jednak czułam ją całą sobą i to mnie martwiło.
Zatrzymałam się pod wielkim drzewem, które chroniło mnie chwilowo przed wiatrem i zdjęłam plecak, w którym miałam ubrania na zmianę. Wiatr wzmógł się, a dookoła zaczęło robić się ponuro i ciemno. Mimowolnie przeszły mnie ciarki. Czując, że przemiana się zbliża, ściągnęłam szybko ubrania i włożyłam do plecaka. Zdążyłam zapiąć zamek, gdy zaczęło się. Padłam na ziemię, a moje ciało przeszył nieznośny ból. Czułam jak kości się wydłużają, jak palce łamią pod dziwnym kątem. Paznokcie wypchnięte zostały przez ostre i zakrzywione szpony. Słyszałam jak każda kość w kończynach dolnych łamie się i wędruje na właściwe miejsce. Uszy powędrowały na szczyt głowy, a szczęka  stała się kwadratowa i wysunęła się do przodu. Zakrztusiłam się krwią, gdy ludzkie zęby zastąpione zostały ostrymi kłami. Czułam jak łamie się każde żebro, jak moje płuca rozrastają się, a ciało porasta białą, ciepłą sierścią. Księżyc dawał mi siłę, więc ku jego czci zawyłam najgłośniej jak tylko potrafiłam i po chwili stałam już gotowa na wszystko. Pobiegłam w las na polowanie. Byłam strasznie głodna, bo przemiana kosztowała mnie zbyt wiele energii, więc gdy tylko usłyszałam ciche bicie serca stada jeleni na południu, pobiegłam w tamtą stronę. Rzuciłam się na jednego z nich i wbiłam w niego swoje kły i zaczęłam rozrywać go na kawałki, które zaraz zjadałam, tym samym wzmacniając się. Jednak nic nie mogło równać się z ludzkim mięsem. Jego smak był niezapomniany. Kto choć raz zanurzył kły w człowieku, nie mógł już przestać, zawrócić. Tak więc, gdy niedaleko mnie wyczułam zapach potu zmieszanego z dymem papierosowym i słodyczą krwi nie mogłam się powstrzymać. Zwierzę przejęło nade mną kontrolę. Pobiegłam w stronę drogi i zobaczyłam jadący rower. Mężczyzna nim kierujący był w średnim wieku. Od razu mogłam stwierdzić, że będzie pyszny, bo pomimo, że był palaczem, jego krew była zdrowa, tak jak i mięso. Mężczyzna krzyknął głośno, gdy tylko mnie ujrzał, a ja poczułam głęboką satysfakcję. Wiedziałam bowiem, że mam przewagę i nic nie przeszkodzi mi w posiłku.


Gdy się obudziłam było już jasno. Leżałam w lesie obok  sporego drzewa. Na twarzy miałam zaschniętą krew. Byłam wykończona, ale ruszyłam szukać swoich rzeczy. Dopiero po chwili zrozumiałam, że nie był to ani ten sam las, ani to samo miasteczko. Znajdowałam się dobrych kilkadziesiąt kilometrów od swojego plecaka i tymczasowego domu. Było  zbyt późno, gdy wyczułam obecność innego wilkołaka. Na początku myślałam, że to teren czyjejś watahy i nie myliłam się. Po chwili usłyszałam jakiś szum za sobą. Odwróciłam się w tamtym kierunku i zobaczyłam chłopaka. Był wysoki i dobrze zbudowany, jednak był wilkołakiem, więc nie była to jakaś unikatowa cecha. Miał brązowe włosy z grzywką zaczesaną do przodu, która wznosiła się lekko do góry dając mi szansę przyjrzenia się lepiej jego oczom. Były jasnoniebieskie, niemal modre. Patrzyły na mnie beznamiętnie. Widocznie niezbyt ciszył się z tego, że tutaj jest. Miał duże usta, które wygięte były w grymasie niezadowolenia. Wiedziałam, że ucieczka nie ma sensu, bo prędzej czy później złapałby mnie. Z resztą chciałam zachować resztkę honoru, o ile można mówić coś o honorze stojąc nago w lesie z krwią na twarzy. Stałam więc patrząc wyczekująco, aż w końcu doczekałam się. Chłopak miał szorstki głos. Cierpliwie wytłumaczył mi kilka faktów, jednak głównie chodziło o to, że weszłam na teren ich watahy i niezbyt im się to spodobało. 
***
Od razu wiedziałem, że to ona. Oczywiście faktu, że jest wilkiem nie dało się zatuszować, dlatego mogłem mieć stu procentową pewność. Jednak wszystko zgadzało się z opisem jaki otrzymałem. Nie czułem wobec niej specjalnej odrazy czy sympatii, można powiedzieć, że byłem neutralny. Tak więc postanowiłem zmienić nieco rozkazy i dać dziewczynie szansę. Pomyślałem, że gdybym zaproponował jej wstąpienie do naszej watahy, moglibyśmy nauczyć ją kontroli. Czułem, że jest silna i może się nam przydać, zwłaszcza w tych czasach. Jednak, jeżeli się nie zgodzi, będę musiał ją zabić, bo jest zbyt nierozważna i jeszcze trochę, a ludzie zrozumieją, że nie są sami, że istniejemy. A to byłoby katastrofą.Wcieliłem swój plan w życie. Nie dałem jej po sobie poznać, że zależy mi na kolejnym członku stada. Była to zwyczajna propozycja i nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Zaproszenie do watahy jest jak wygrana na loterii, a ona nawet pięciu minut się nie zastanawiała i najzwyczajniej w świecie chciała odejść.Próbowałem ją zatrzymać, ale gdy tylko to zrobiłem z krzywym uśmiechem zaatakowała mnie.
***
Jego propozycja mnie rozbawiła. Od zawsze byłam sama i teraz miałabym dołączyć do jakiejś watahy. Czułam się dobrze bez Alfy nad sobą, więc dlaczego miałam to zmieniać? Odmówiłam od razu i chciałam już pójść, ale zatrzymał mnie. Decyzja została podjęta i nie miałam zamiaru zastanawiać się drugi raz. Widząc, że chłopak nie odpuści nie miałam wyjścia. Uśmiechnęłam się mając nadzieję, że walka będzie udana. Widocznie chłopak nie docenił mnie, bo nie zdążył zablokować mojego pierwszego ciosu, który skierowałam na jego lewą nogę. Zgodnie z podejrzeniami, noga załamała się pod jego ciężarem i upadł na kolano. Wtedy już miałam z górki. Wystarczyło, że wymierzę wystarczająco silny cios w głowę. Jednak wahałam się zbyt długo, bo gdy moja stopa miała dosięgnąć jego twarzy, złapał mnie za nią i odepchnął od siebie. Straciłam równowagę, jednak szybko ponowiłam atak. I tak walczyliśmy przez kilkanaście minut. Starałam się jakoś oszczędzać energię, jednak nie było to łatwe w walce, gdzie w każdej minucie musisz być czujny i mieć napięte wszystkie mięśnie. Widocznie chłopak zdążył zauważyć, że jeżeli chce wygrać, musi zmienić taktykę. Odsunął się ode mnie i już po chwili stał przede mną wilk. Było to zwykłe zwierze o szarej sierści. Jednak był trzy razy większy od normalnego wilka, jednak niczym innym się nie różnił. No może oczami, były bardziej ludzki, rozumne, ale to w walce nie miało znaczenia. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się szczery i szeroki uśmiech. 
-A więc zabawa się rozkręca-zaśmiałam się serdecznie.
 Wystarczyła chwila skupienia, by zmienić się w wilka. Była ona mniej bolesna i szybsze niż przemiana w wilkołaka, jednak był to jedyny plus.Warcząc cicho okrążaliśmy się, jednak żadne z nas nie zaatakowało.

sobota, 14 września 2013

(1) Prolog

Wszystko zaczęła się w 1145 roku. Wtedy to wilkołaki zaczęły pojawiać się coraz częściej. Tak naprawdę nikt nie zna ich prawdziwej historii. Istnieje wiele podać, jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że istniał wilkołak nad wyraz potężny. Był silny na tyle, aby stworzyć swoją armię i bez problemu nad nią panować. Miała ona walczyć z ludźmi. Nie wiadomo czy chciał pozbyć się ich czy uczynić z nich niewolników, jednak liczy się fakt, że ginęli. Jednak kto pożąda zniewolenia? Wilki buntowały się i odchodziły od swego pana. Jednak w pojedynkę ginęły lub zamieniały się w dzikie bestie. Zaczęli więc dobierać się w grupy i tak powstały watahy. Wszyscy mieli nadzieję, że już wszystko się zmieni, że nastanie porządek. Jednak przez lata wszystko powoli ulegało zmianie. Watahy coraz częściej walczyły między sobą o terytorium i władzę. To utrzymywało się i przetrwało do naszych czasów.